Minęło już ponad pół roku, od kiedy wiemy o chorobie Szymonka . Wiele już mamy za sobą i nie wiemy co przed nami. Za tydzień czeka nas pakowanie, bo we wtorek lecimy do Londynu. W środę Szymuś będzie mieć wykonane kolejne badanie. Znowu zaczynam się denerwować, jak to będzie, jak on to zniesie. Po przyjściu na oddział trzy razy ma zakrapiane oczka, kropelkami, które szczypią go i bardzo tego nie lubi
Kiedy zaprowadzam go na salę operacyjną, na której jest wykonywane badanie, trzymam go na rękach tak długo, aż zaśnie przy maseczce ze znieczuleniem. Wtedy dopiero odkładam go na stół i muszę wyjść. Zawsze się popłaczę, bo moment narkozy, kiedy on nagle odjeżdża nie jest łatwy. Potem czekamy już niecierpliwie, kiedy przyjdzie po mnie ktoś i idę po niego na salę pooperacyjną. Kiedy Szymuś jest już wybudzony słyszę tylko mama ała, mama, mama…. ale jestem szczęśliwa, że mam go z powrotem na rękach. Wracamy na oddział i czekamy na dr Hungerforda. Przychodzi do nas ze zdjęciem z badania i omawia badanie. Tak mniej więcej to wygląda. Obyśmy znowu usłyszeli dobre wiadomości. Niech ten wstrętny paskud śpi.
Od czasu choroby Szymonka wiele rzeczy nabrało innego wymiaru, wiele rzeczy przestało mieć znaczenie, a inne stały się bardzo ważne. Tak naprawdę to każdy dzień, kiedy on jest szczęśliwy, nie cierpi i może się cieszyć zwykłym dniem jest cudowny. Nawet wyjątkowy był Dzień Matki i Dzień Dziecka. W Dzień Matki sama sobie życzyłam siły, żeby zrobić dla Synka wszystko, aby pokonać paskuda.
Natomiast w Dzień Dziecka wzięłam Szymona na ręce i słowa „życzę Ci tylko zdrówka Syneczku” ze wzruszenia nie mogły mi przejść przez gardło. Wiem, że się nie poddamy, bo przecież robimy to wszystko po to, żeby Szymon był po prostu szczęśliwy…

Kasiu trzymamy bardzo mocno za was kciuki! Nigdy Ci tego nie mówiłąm, ale naprawdę baaardzo Cię podziwiam za to że walczysz nie tylko o zdrowie synka, ale i o jego komfort życia- o oczko!!! Jak obserwuje innych rodziców których dzzieci się z ta chorobą zmagają i niktórym tak łatwo jest się z amputacją gałki pogodzic to naprawdę strasznie się dziwię! Głęboki ukłon za waszą odwagę i determinacje! Dzięki temu Szymonek będzie kiedyś szczęśliwy, dzięki wam rodzicom! Bo zrobiliście WSZYSTKO w tym kierunku!
Kasia czekamy na kolejne dobre (!) wiadomości!
Może kiedyś się spotkamy w tym Londynie
Pozdrawiam! :*:*:*
Kochani, na peweno usłyszycie dobre wieści! Ja tak po prostu czuję, a intuicja rzadko mnie zawodzi:) Jeszcze tylko gorąca modlitwa i nie ma wyjścia, będzie OK!
Wam drodzy rodzice życzę dużo siły i wytrwałości, a Ani i Szymonkowi zdrowia, rodości i uśmiechu na codzień:) Na następne sto lat!