…do Londynu. Jutro nasz szósty wylot. Wylot na trzecią bitwę  w naszej wojnie. Procedura taka jak ostatnim razem. W środę badanie w znieczuleniu ogólnym, które pokaże, co druga chemia zrobiła z Paskudem,a w kolejną środę trzecia dawka melphalanu.  Stres ten sam, jak za każdym razem. Na szczęście tym razem ryzyko spadku ciśnienia już dużo mniejsze niż przy drugiej dawce, aczkolwiek możliwe. Wierzę, że Synuś ponownie zniesie to wszystko dzielnie. Po raz pierwszy polecimy bez zamartwiania się o pieniądze na dalsze leczenie. Codziennie rozmawiamy o tym, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, że to się udało-DZIĘKI WAM!!!

Kilka dni temu uświadomiłam sobie dopiero, że od listopada nie było nam dane spędzić choć jednego całego miesiąca w domku. Żyjemy od terminu do terminu, od wyjazdu do wyjazdu…Szymonek chyba już wpadł w ten trans, bo teraz to nawet sam się dopytywał czy jedziemy do Lilo???(tak nazywa się kot,  nowego kolegi- Paskala z Londynu, u którego mieszkamy).

Oczywiście bardzo Was prosimy o pamięć, zaciśnięte kciuki i modlitwę…

A do ostatnich dobrych wydarzeń dodajemy jeszcze wizytę u fryzjera. Ciocia Monia mogła w końcu tylko podciąć cudnie rosnące włosy…

P1070235

5 Responses to “I znowu w drogę…”

  1. justyna
    9 września 2013 at 15:09 #

    Jesteśmy z wami

  2. Gośka
    3 września 2013 at 21:38 #

    Jak zawsze jesteśmy z wami!!!:):*

  3. marta m.
    3 września 2013 at 17:45 #

    u nas tez bedzie wielkie trzymanie kciukow za Szymcia i za Was rowniez :) pozdrawiamy cieplutko

  4. Justyna
    3 września 2013 at 10:33 #

    Kasiu trzymajcie się mocno !!! Powodzenia

  5. Emilia
    2 września 2013 at 23:43 #

    Trzymam kciuki, Powodzenia Dzielny Chłopczyku i Wspaniali Rodzice :o )

Leave a Reply

Name (required)

Email (will not be published) (required)

Website