I jesteśmy w końcu w domku
Bardzo się cieszę, że wróciliśmy szczęśliwi… Były ogromne nerwy, bo było duże ryzyko, ale najważniejsze, że się udało.
Szymonek niestety jak na sinusoidzie. Wczoraj miał ciężki dzień. Nawet nie chciał być na spacerku, co normalnie mu się to nie zdarza. No, ale witamin nie dostał tylko mega truciznę, więc nie ma się, co dziwić, że jest słabiutki. Dzisiaj było już lepiej. Może wiadomość o tym, że zobaczy w końcu Aniusię postawiła go na nogi. Ogromnie się ucieszyli na swój widok
Teraz niech nasz kochany, dzielny Synuś nabiera sił, bo czeka go jeszcze ostatnie starcie…
Dziękujemy Wszystkim, którzy nam ogromnie pomagali i byli myślami z nami.
