2-go lipca wylądowaliśmy na Stansted. Odebrał nas tam kierowca, który zawiózł nas do rodziny, u której zamieszkaliśmy na najbliższe kilka dni. Całą organizacją transportu i mieszkania zajęła się (już nasza) kochana PATKA. Nasi nowi przyjaciele, którzy nas przygarnęli to cudowni ludzie. Już na zawsze zostaną w naszych sercach. Zdeklarowali się również, że na każdy nasz następny pobyt w Londynie mamy już nocleg
. Popołudniu pojechaliśmy razem z Patka do szpitala Great Ormond Street na wstępne badania. Tam najpierw recepcja i już pierwszy stres. Nasz przelew nie doszedł
prawie godzinne oczekiwanie i w końcu słowa, że będą sprawdzać nasze potwierdzenie przelewu, a w tym czasie możemy rozpocząć badania. Uff… Najpierw spotkaliśmy się z bardzo miłym panem kardiologiem, który wykonał Szymusiowi echo serduszka. Synkowi nie spodobał się żel , którym został posmarowany do badania i był płacz, ale dał radę i na szczęście wyniki badania były ok. Potem poszliśmy na oddział, gdzie pobrano krew do badania i czekaliśmy na wizytę z dr Kingston. Naszemu Wojownikowi się tam nie nudziło. Jest tam tak kolorowo, jest tyle zabawek, że dziecko choć na chwilę może zapomnieć o swoim bólu i cierpieniu.
Po jakiejś godzinie zostaliśmy poproszeni do gabinetu. Pani dr to bardzo sympatyczna osoba, która bardzo dokładnie nam wszystko wytłumaczyła. Dowiedzieliśmy się w jaki sposób dokładnie zostanie podana chemia, jakie mogą być jej skutki uboczne i czego możemy się spodziewać. Nie była to łatwa rozmowa, bo to nie takie proste. Na koniec Szymonek dostał od pani dr krzyżyk po prawej stronie na czole i mogliśmy opuścić szpital. Następnego dnia już po 7 rano byliśmy ponownie w” naszej” recepcji, skąd pewien starszy Pan zaprowadził nas na oddział Motyla, gdzie spędziliśmy cały dzień. Tam dotarła do nas nasza wspaniała Iza, która nigdy nam nie odmówiła pomocy przy tłumaczeniu (tu ukłony dla niej). Przed zabiegiem przyszła jeszcze do nas pani anestezjolog przeprowadzić wywiad dotyczący narkozy.
Przed godzina 9 odprowadziłam Szymonka dwa piętra niżej na salę, gdzie był wykonywany zabieg. Kiedy zamknął już swoje oczki po znieczuleniu gazem zostałam poproszona o opuszczenie sali. No i się zaczęło. Każda minuta godziną, a godzina wiecznością. Po ponad 2,5 godzinnym oczekiwaniu przyszła do nas dr Kingston i grzecznie przeprosiła, że zabieg trochę się przedłużył, ale na szczęście wszystko się udało, melphalan został podany i Szymon jest już wybudzany. Biegłam po niego jak na skrzydłach. Kiedy wróciliśmy do naszej sali Synek pospał jeszcze godzinkę, a potem leżał grzeczniutko. Bardzo się obawialiśmy jak to będzie, ponieważ po tym zabiegu dziecko musi leżeć 4 godziny i nie ruszać nóżką, aby nie doszło do krwotoku ( nacinane jest miejsce w pachwinie). Na szczęście wszystko było ok.
Cały czas Szymon był monitorowany, wystąpiła jedynie podwyższona temperatura, ale leki szybko pomogły. Przed 18 opuszczaliśmy już szpital. Wróciliśmy do domku i zostaliśmy mile zaskoczeni. Nasz Bohater, kiedy zobaczył Paskalka (synka Patrycji i Bartka) odzyskał siły i zaczął się bawić.
Jednak ciężki dzień dał się we znaki, bo sił jednak wiele nie było. Noc minęła spokojnie,a rano było lepiej. Czwartek był dla nas dniem odpoczynku. Po raz pierwszy wybraliśmy się na spacer w Londynie, bo poprzednie nasze wizyty to tylko szpital. Szymonek słabiutki, ale humorek dobry. Jedynie moje ręce się wydłużyły, bo jego ulubione słowa przez cały dzień to: „mama OPA”. W piątek rano już jechaliśmy na lotnisko i wracaliśmy do domku…do Ani, Ani
Dziękujemy z całego serca wszystkim osobom, które w tych dniach były z nami fizycznie, ale także tym wszystkim, który byli z nami myślami i pamiętali w modlitwie.






Kochani napiszcie prosze czy duzo Wam jeszcze brakuje do drugiej dawki ?
Prosimy o codzienną modlitwę o godz. 22:00 Koronką do Miłosierdzia Bożego w intencji dziękczynnej za wszystkie cuda uzdrowienia i wszelkie Łaski. Pomódlmy się również w intencji szybkiego powrotu do zdrowia Szymonka,ale przede wszystkim o opiekę Pana Boga nad wszystkimi dziećmi
super wiadomości:)
Czekamy na kolejne- jeszcze lepsze!
powodzenia kochani!