Wróciliśmy do domku. Szymonek przeszczęśliwy, że w końcu zobaczył swoją siostrzyczkę, uściskał ją ze wszystkich sił. Od samego rana pytał czy jedziemy już do Ani, Ani… ciągle to powtarzał.
Dzień był długi i męczący, ale na szczęście już pierwsza bitwa za nami. Teraz czas na działanie leku, oby niszczył paskuda.
Szymonek przez najbliższe 28 dni musi dostawać krople do oczka co 8 godzin. Bardzo tego nie lubi i broni się jak może przed podaniem ich, ale to konieczne. Poza tym jak na razie bacznie go obserwujemy, bo skutki uboczne podania chemii mogą dopiero nadejść.
Dziękujemy Wszystkim za pomoc i komentarze. Niebawem opiszę dokładniej nasz pobyt w Londynie.
